
Ten tekst nie jest sprzeciwem wobec ekranów. To nie o tym. To refleksja, jak potrzebną i jednocześnie satysfakcjonującą formą odpoczynku może być dawanie sobie przestrzeni na tworzenie, na kreatywność w najróżniejszych jej odsłonach. Bo rękodzieło to proces, nie tylko cel.
Rękodzieło
zaczyna się od myśli. Od potrzeby. Stają się moim motywem przewodnim. Mam ochotę zrobić podkładkę pod kubek? Szukam sposobu na rozplątanie myśli? Chcę spróbować nowej techniki? Wolę wybrać się na warsztaty w grupie czy spędzić czas kreatywnie, ale solo? Technika, materiały, wzory stają się więc wyborem pokierowanym nie tylko estetyką, ale także tym, czego w danym momencie szukam. A moment tworzenia staje się chwilą, w której ruchy dłoni są na te potrzeby odpowiedzią. Mam takie poczucie, że nawet na tych samych warsztatach, tworząc według tego samego wzoru, efekty końcowe nie są takie same. Zamykamy w naszych pracach aktualne samopoczucie, energię, emocje. Widzimy je przez pryzmat naszego wewnętrznego świata.
Rękodzieło to proces bycia tu i teraz
Przypomina o obecności i skupieniu. W świecie, w którym niemal wszystko jest przyspieszane i optymalizowane, proces twórczy pozostaje taki… życiowy. Często nie daje się przewidzieć od początku do końca i nie daje się zamknąć w skrócie. Wielu etapów nie da się przyspieszyć bez strat. Niektórych czynności nie da się łatwo cofnąć. Niektórych nie da się cofnąć wcale.
Bywa, że proces twórczy obnaża, jak często się rozkojarzamy. Jak trudno jest nam wytrwać w jednej czynności bez sprawdzania telefonu, odpływania myślami, poczucia, że coś nas omija albo że tę chwilę czekania moglibyśmy spożytkować na dodatkowe zadanie. Po co marnować tych kilka minut. I tak właśnie ucieka skupienie. A stąd już niedaleko do zniecierpliwienia i frustracji. Chcę szybko i więcej. Chcę tak, jak przyzwyczaił mnie współczesny świat, skakać od bodźca do bodźca, od zadania do zadania. Chwila nieuwagi. Odklejam się od procesu, skroluję Instagram, wypadam z rytmu. Płynność znika. Pojawia się błąd, więc i złość. Myśl, że nie nadaję się do tego, a ta technika jest bezsensowna. Nic bardziej mylnego. To po prostu normalna rzeczywistość, w której wracamy do ciała, doświadczania, przeżywania. Wracamy do ciała, które często traktujemy jak dodatek do głowy, gdy zanurzamy się w cyfrowym świecie.

Rękodzieło jest więc także
o naszej relacji z cierpliwością i różnymi przyzwyczajeniami, nawykami. Wiem, że może to brzmieć jak trud, a trudzić się przecież nie chcemy. A jednak, wbrew pozorom, proces twórczy może być przyjemnym sposobem na przypomnienie sobie, czym jest bycie naprawdę obecnym. To czas, który wcale nie musi być jakiś, produktywny czy zoptymalizowany. I właśnie dlatego, według mnie, jest nam tak bardzo dziś potrzebny. To moment, w którym przypominamy sobie, że nasze dłonie są sprawniejsze, niż daliśmy sobie wmówić. A głowy są pełne własnych pomysłów, kolorów, połączeń. Są pełne wyobraźni. Przypominamy sobie, że istnieje świat poza ekranami. A właściwie, że prawdziwe życie i prawdziwy świat dzieją się właśnie tu. Wraz z nami. W tej chwili.
Proces twórczy
nie wymaga od nas bycia zdolnym ani utalentowanym. Zrobiliśmy z tworzenia coś trudnego, niedostępnego, a z drugiej strony niewartego uwagi. Przecież wszystko można kupić, a zaoszczędzony czas spędzić na nurzaniu się w cyfrowym świecie. Bez wysiłku, udziału, zastanowienia. I sorki, ale często po prostu bezmyślnie.
Czy to nie dziwne, że od procesu twórczego tak często czegoś wymagamy? Nawet tej formie spędzania wolnego czasu, która łączy m.in. regulację układu nerwowego, odpoczynek i frajdę stawiamy warunki produktywności, optymalizowania i dawania możliwie najlepszych efektów. Im szybciej, tym lepiej i przy minimalnym wkładzie własnym, którymi są skupienie i obecność. A jednocześnie od godzin spędzanych przed ekranem oczekujemy coraz mniej. Coraz mniej się zastanawiamy, czy ten czas jest wartościowy, sensowny, co w nas zaspokaja. A oddajemy mu codziennie ogromne połacie uwagi. Tak po prostu. Tu nie potrzebujemy planu, tu nie oczekujemy efektów. To właśnie ten czas coraz rzadziej budzi w nas pytania, refleksje, czy wątpliwości. To chyba paradoks, nie?

Dlatego uważam, że rękodzieło to też proces
Jest efektem tej drogi. Zapisem procesu, jaki się wydarzył. Zapisem powodów, uczuć, myśli, dla których po coś sięgnęliśmy. Śladem pomysłów, rozmów, muzyki w tle, przekopanych inspiracji, wskazówek instruktora, chwil skupienia, ale i momentów rozproszenia. Przypomina, jak to jest angażować się, dowiadywać, czekać na efekt. Może się okazać, że tak naprawdę nie potrzebowaliśmy nowej rzeczy – podkładki, obrazka, kubka, makramy – ale potrzebowaliśmy tej całej tej drogi, całego tego procesu, pracy na konkretnych materiałach, czy przebywania w grupie. Rękodzieło przypomina, że proces ma znaczenie.
Porozmawiajmy
Lubię wykorzystywać proces twórczy do komunikacji ze sobą. Tych kilka chwil zamknęłam w rolce. Zerknijcie. Przeczytajcie. I porozmawiajmy! Pod tą właśnie rolką. Możecie też napisać wiadomość na @chytra.sztuka lub na kontakt@chytrasztuka.pl. Serdecznie zachęcam, by dzielić się myślami ♥
Wyświetl ten post na Instagramie
Post udostępniony przez Chytra Sztuka ☽ makrama, rękodzieło ☾ warsztaty (@chytra.sztuka)


